14 marca 2017  |  Joanna i Przemysław

Świadectwo Rodziny zastępczej

Poleć znajomemu

Różne są pomysły na rodzinę… Ludzie chcieliby mieć dużo córek albo jedynaka, synka. Duży dom pełen dzieci, albo eleganckie życie w lofcie. Dom z ogródkiem, albo piękny widok z balkonu…

Ja kiedyś myślałam, że lubię mieć wszystko poukładane, zapięte na ostatni guzik i zorganizowane „po mojej myśli”. Dlatego, między innymi, pewnego dnia postanowiliśmy z mężem, że zdecydujemy się na możliwie (naszym zdaniem wtedy) przewidywalną wersję rodziny. O święta naiwności! Postanowiliśmy założyć rodzinę zastępczą. Poradziliśmy się psychologa, który sugerował, że rozważniej jest wcześniej przyjąć dzieci do rodziny, a później rodzić dzieci biologiczne. Mąż marzył o córeczce, ja chciałam mieć synków. Najpierw przyjęliśmy do rodziny i serca parę – chłopca i dziewczynkę. Córeczka (nazywana przez nas w domu „Szefową”) miała wtedy 3 latka, synek (nasz „Prezes”) 1,5 roku. Mieli fatalne diagnozy, opóźniony rozwój, nie mówili, nie chodzili swobodnie. Ale bardzo szybko zaczęli „nadganiać”, kiedy poczuli, że z nimi zostaną i że są już u siebie.

Nie będę udawać, że świat nie wywrócił nam się do góry nogami w dniu, w którym staliśmy się rodziną… ale nie mogło wydarzyć się nic lepszego. Poznaliśmy barwy, emocje i eskalacje radości, które wcześniej tylko nam się śniły! Po półtorej roku zdecydowaliśmy, że chcemy mieć więcej dzieci. I tak się zdarzyło, że nasza decyzja zbiegła się w czasie z nagłym poszukiwaniem rodziny dla niesłyszącego Adasia. Miał trudności ze znalezieniem domu ze względu na kilka sprzężonych niepełnosprawności, między innymi niedowidzenie, głuchotę, spektrum autyzmu, mózgowe porażenie dziecięce – przez to miał trafić do ośrodka dla dzieci głęboko upośledzonych, leżących.

Ale kiedy pojechaliśmy się z nim spotkać, niespodziewanie dla jego ówczesnych opiekunów, od razu nawiązał z nami kontakt. I klamka zapadła. Paddington (bo jest naszym niedźwiadkiem z dalekich zakątków… Maroka – nie Peru, jak książkowy oryginał) dołączył do rodziny. Po kolejnych trzech latach zaszłam w ciążę i urodziłam Małego Księcia o blond czuprynce.

Joanna i Przemyslaw

W tym roku będziemy świętować 10 lat naszej rodziny. Choć rodzice pozostali piękni i młodzi, to dzieciaki – zupełnie nie wiadomo kiedy – urosły, dojrzały i są już prawie nastolatkami. Parę lat temu u Szefowej lekarze wykryli dwie niebezpieczne i uciążliwe choroby przewlekłe. Zapanowaliśmy nad nimi po dwóch latach niepokoju i ciągłych hospitalizacji. Dzisiaj Szefowa uczy się w piątej klasie, szyje sobie wymyślne ciuchy na maszynie i trenuje capoeirę – robi szpagaty, gwiazdę i salto w przód.

Jej dziesięcioletni brat ma FAS – co mniej istotne, i kocha taniec – co ważne. Po ukończeniu nauczania początkowego w szkole muzycznej, wybrał szkołę baletową. Jest jednym z dwóch chłopców w roczniku. Trenuje też taniec towarzyski, a przez dwa sezony pracował w Teatrze Muzycznym, występując w spektaklu „Dookoła Karuzeli”.

Paddington uczy się w drugiej klasie. Jeździ mistrzowsko na rowerze i trenuje gimnastykę.

Dzięki niemu cała rodzina biegle posługuje się językiem migowym (najlepiej Szefowa i pięcioletni Książe). Specjalnie dla niego rodzice wrócili do harcerstwa i założyli drużynę integracyjną, dla dzieci z dysfunkcjami słuchu. Ponieważ uwielbia piec z mamą i babcią ciasta i ciasteczka, przyszłości chciałby zostać cukiernikiem.

A Księciunio na razie uczy się w Przedszkolu Montessori. Nie wyobraża sobie lepszego rodzeństwa, jest ogromnie związany z Szefową, Prezesem i Paddingtonem i rośnie otoczony ich miłością, wzoruje się na nich i podziwia ich. A czasami… zażarcie się z nimi kłóci… jak to  rodzeństwie.

My – rodzice – mamy od dziesięciu lat wrażenie, jakbyśmy żyli na karuzeli. W bardzo radosnym, kolorowym i głośnym Wesołym Miasteczku.

Polecamy!